Siedziałam wpatrzona w ponury krajobraz, za oknem. Było ciemno, padał deszcz. Drzewa kołysały się od wiatru. Karuzela się kręciła, wiatr ją napędzał. Na chodniku dostrzegłam naszą opiekunkę, pannę Hopeful, która biegła w bezowym płaszczu do jakiegoś samochodu który przed chwilą zaparkował przed domem dziecka. Z tak zwanego transu wyrwała mnie moja siostra bliźniaczka.
- Mery Jo. - zaczęła. - Jak myślisz, dlaczego państwo Payne już przestali na odwiedzać ? Przecież świetnie się potrafiliśmy dogadywać. - znowu zaczęła lamentować.
- Nie wiem, dlaczego ! A z resztą, kto by chciał zaadoptować dwie sierotki które , dziś mają urodziny będą pełnoletnie ! Powiedz mi kto ! Chyba tylko jakiś upośledzony pedofil. - powiedziałam nie kryjąc nerwów. Moja siostra potrafiła zadawać uciążliwe pytania całą dobę, czasami miałam ochotę jej po prostu przywalić, ale wiem że by się popłakała. Niby bliźniaczki, ale jednak nie podobne, ani z charakteru, ani z wyglądu. Ja, zgrabna blondynka, która lubi wyzwania i nie boi się prawię niczego. Ona, drobna brunetka, nieśmiała oraz strachliwa. Jak widać bardzo się różnimy. Drzwi od pokoju się otworzyły a w nich stanęła nasza opiekunka, z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Dziewczynki. Wygląda na to że nie spędzicie tu swoich urodzin. - powiedziała nie kryjąc zachwytu. - Mam dobrą wiadomość. Państwo Payne zaadoptowali was. - powiedziała z jeszcze większym entuzjazmem niż przedtem. Najwyraźniej miała nas już dosyć. Nie dziwię się. Moja siostra skakała z radości nawet się popłakała. Spakowałyśmy walizki, i pożegnałyśmy się z panną Hopeful. Po drodze dużo rozmawiałyśmy z naszymi nowymi "rodzicami". Pani Payne dużo mówiła o swoim synie Liam'ie. Gdy mówiła o nim widać było że jest z niego dumna.
- Emmm.... A jak mamy do państwa mówić ? - zapytała Mery Did. Małżeństwo odpowiedziało zgodnie 'Mamo i Tato'. Dojechaliśmy na nasze nowe miejsce zamieszkania. Samochód, wjechał do ogromnego garażu, w którym były zaparkowane jeszcze dwa samochody. Weszliśmy do ekskluzywnej willi, w której miałyśmy mieszkać. Z moich ust wydobyło się krótkie 'wow'.
- Witajcie w domu. - powiedział nasz tata.
___________________________________________
Oto prolog, krótki bo krótki, ale jest. Mam nadzieję że się wam podoba. Proszę o komentowanie, bloga. Pozdrawiam Anastazjane.
Wybaczcie za czcionkę
OdpowiedzUsuńzajebisty prolog i czekam niecierpliwie na 1 rozdział :Pi zycze powodzenia w dalszym pisaniu :P
OdpowiedzUsuńDziękuję, aż cieplej mi się robi na sercu gdy czytam, taki miły komentarz ;)
Usuń